Skip to content

Blue Hills – hiking

23-go kwietnia zostałyśmy zaproszone na hiking. Miejsce docelowe: Blue Hills. Spotkanie to było w ramach naszej przynależności do grupy au pair w Newton. Cała wycieczka była pod okiem naszej koordynatorki. A ja pojechałam tam z Fioną i Sylwią. Zobaczcie jak wyglądał ten szalony dzień.

Naszym kierowcą była Fiona. Do Blue Hills jechałyśmy jakieś 35 minut, a całą drogę umilała nam świetna muzyka. Pogoda również dopisała. Nie było za gorąco, ani za zimno, świeciło piękne słońce, więc to po prostu nie mogło się nie udać.

Dojechałyśmy w okolice Muzeum i postanowiłyśmy zaparkować na pierwszym lepszym parkingu. Okazało się, że musimy iść poboczem jeszcze 10 minut do miejsca docelowego. W końcu jednak dotarłyśmy na miejsce zbiórki i mogłyśmy zacząć nasz hiking.

Spodziewałam się wielogodzinnego marszu pod wysoką górę, ale okazało się, że trasę od muzeum na szczyt można zrobić w 20 minut. Byłam trochę rozczarowana, że „to już”. Widoki były średnie, do momentu aż nie weszłyśmy na observatory. Stamtąd można było podziwiać jeziora, lasy a nawet Boston.

Robiłam zdjęcia wokół obserwatorium, kiedy pewna dziewczyna zapytała czy mogę zrobić jej zdjęcie z psem. Zgodziłam się, zrobiłam fotkę i poszłam dalej. Po chwili jednak wróciłam do niej i zapytałam czy mogę zrobić jej zdjęcie swoim aparatem. Wyszło pięknie, a ja po raz kolejny przełamałam swoją nieśmiałość.

Po lunchu zjedzonym na szczycie stwierdziłyśmy, że pora już wracać. Ruszyłyśmy jako pierwsze, jednak robiłyśmy postój na zdjęcia i tak się stało, że dziewczyny z góry nas przegoniły. Szłyśmy więc sobie za nimi. Dogoniła nas Rhonda, nasza koordynatorka i nie przejmując się niczym gadałyśmy idąc przed siebie. Po jakimś czasie stwierdziłyśmy, że to jednak nie jest ten szlak, którym szłyśmy na górę. Poza tym, w tym czasie powinnyśmy już być na dole. Okazało się, że nikt nie pilnował oznaczeń i krótko mówiąc zboczyłyśmy z naszego szlaku.

Oczywiście nikomu nie chciało się wracać tą samą drogą, więc pytałyśmy ludzi, szukałyśmy innych szlaków, co było mega głupie, bo po kilkudziesięciu minutach okazało się, że chodzimy w kółko…

W końcu po 1,5h udało nam się zejść na dół. Tak, w 90 minut zrobiłyśmy trasę, która zajmuje 15…

Kiedy już mogłyśmy iść do auta i jechać dalej, przy naszym parkingu doszło do stłuczki. Jeden kierowca zapatrzył się, nie wyhamował i wjechał w tył drugiego. Po 3 minutach przyjechały dwa radiowozy na sygnale, straż pożarna i ambulans. Nigdy czegoś takiego nie widziałam. No cóż, Ameryka…

Po tej długiej tułaczce, bardzo zgłodniałyśmy, więc stwierdziłyśmy, że najlepszym rozwiązaniem na ten moment będzie McDonald’s. Podążyłyśmy za moim gps’em, który wyprowadził nas … w pole, a właściwie gdzieś w las, gdzie znajdowała się siedziba tego fast foodu.

Szybko wpisałyśmy kolejny adres i po kilku minutach mogłyśmy się cieszyć smakiem frytek i lodów.

Po tej uczcie postanowiłyśmy obejrzeć zachód słońca nad jeziorem, które jak się okazało po przybyciu na miejsce, jest jakimś rezerwatem i nie ma opcji żeby w ogóle zobaczyć przez płot coś więcej niż ptaszki i żabki.

Stwierdziłyśmy więc, że czas już wracać do domu, a zachodzące słońce mogłyśmy podziwiać z auta.

Kiedy dojechałyśmy już do Newton wyprosiłam abyśmy zatrzymały się przy naszej siłowni na fotki. Udało mi się uchwycić ten piękny moment różowego nieba.

Ostatnie zdjęcie to idealne podsumowanie tego wspaniałego dnia. Było idealnie, mimo, że może się wydawać zupełnie inaczej. Spędziłam kilka godzin z super dziewczynami, w pięknym miejscu, więc nie mam powodów do narzekania. Na koniec jeszcze taki zachód słońca. Czego chcieć więcej?


INSTAGRAM | FACEBOOK | snapchat: POWERPINKYX