Skip to content

Los Angeles #1 – Venice & Santa Monica

W niedzielę wróciłam z tygodniowych wakacji w Los Angeles. To były moje pierwsze prawdziwe wakacje w życiu. Sama na nie zarobiłam, wszystko sama zaplanowałam i miałam okazję spędzić 8 dni w moim wymarzonym mieście.

Niestety, czasami zdarzają się sytuacje, których nie da się przewidzieć. Jednak o tym co mnie spotkało dowiecie się w jednym z kolejnych postów. Tymczasem zabieram Was w podróż po Venice i Santa Monica, gdzie spędziłyśmy pierwsze dwa dni.

Za oknem samolotu można już dostrzec Miasto Aniołów.

Nasz samolot ląduje o godzinie 4 pm czasu kalifornijskiego. Uber z lotniska do mieszkania z airbnb, szybkie ogarnięcie się i w drogę do Venice.

W drodze z naszego mieszkania do Venice przesympatyczny Pan Kierowca Ubera opowiadał nam o Los Angeles, miejscach, które powinnyśmy zobaczyć oraz o tym, czego powinnyśmy się spodziewać wysiadając w Venice. Wysadził nas przy najbardziej rozpoznawalnym skrzyżowaniu w tej dzielnicy. Zawsze marzyłam o tym, żeby zrobić takie zdjęcie. Specjalnie weszłam na środek ulicy, aby mieć dobre ujęcie.

Wydawało mi się, że to wszystko jest takie ogromne i, że ciężko będzie mi znaleźć ten popularny skate park. Jak się jednak okazało, tam te najbardziej popularne miejsca są doskonale widoczne i jak najbardziej intuicyjne. Nogi same prowadzą Cię w najciekawsze miejsca.

Dużo turystów, dużo fotografów, dużo miejscowych i niestety dużo bezdomnych. Coś o czym się nie mówi, w Los Angeles jest największe skupisko bezdomnych w USA i dosłownie widać to na każdym kroku.

Venice ma swój specyficzny klimat. Przeważają tam młodzi ludzie z pasją oraz bezdomni, którzy mieszkają przy głównym deptaku. Można znaleźć tam sklepiki z pamiątkami, studia tatuażu, sklepy z marihuaną. Wydaje mi się, że Venice można albo lubić albo nie. Nie ma nic pomiędzy. Dla jednych będzie to bardzo brudna i nieciekawa dzielnica, dla innych miejsce z klimatem, w którym dużo się dzieje. Ja zdecydowanie mogę powiedzieć, że Venice pokochałam od pierwszego wrażenia. Uwielbiam miejsca z duszą i nawet brudni bezdomni ludzie mnie nie przerażają. Każdy z nich ma swoją historię i szczerze mówiąc chciałabym te historie poznać…

Następnego ranka wynajęłyśmy rowery w Venice i pojechałyśmy do Santa Monica. Dzięki temu mogłyśmy w miarę szybko i sprawnie pokonać trasę ok 4 km zatrzymując się po drodze tam, gdzie było nam wygodnie.

W trakcie takiej przejażdżki można obserwować ludzi, co dla mnie jest niesamowicie ciekawe. Po drodze do Santa Monica Pier naprawdę wiele się dzieje. Można zobaczyć ludzi chodzących na linach czy uprawiających inną formę gimnastyki. Ja oprócz tego widziałam aktora, który nazywa się Owen Wilson. Patrzyłam się na niego jak stał 2 metry ode mnie i dopiero jak odjechał na swoim rowerze zorientowałam się, że to był on.

Santa Monica Pier nie zrobiło na mnie specjalnego wrażenia. Dużo ludzi, drogie jedzenie, dziwne aktrakcje. Jedyne co mi się podobało, to uliczni muzycy. Pierwszy, którego widziałyśmy, to młody chłopak, który grał na skrzypcach popularne przeboje. Drugi to starszy mężczyzna grający na gitarze spokojne, refleksyjne kawałki, które towarzyszyły nam podczas odpoczynku na molo. Kiedy robię zdjęcia albo nagrywam ludzi, którzy robią coś dla innych na ulicy, zawsze staram się im wrzucić coś do „kubeczka”. Wiem doskonale, że wyjście do ludzi jest niezwykle trudne, trzeba mieć wielką pewność siebie, albo być bardzo zdesperowanym. Jeśli mogę komuś w jakiś sposób pomóc, to dlaczego nie? Dla mnie to nic, a dla kogoś może to wiele znaczyć.

Po południu zatrzymałyśmy się jeszcze na chwilę na plaży aby zrobić zdjęcia przy jednej z budek ratownika. Jak możecie zobaczyć na prawym zdjęciu panowie są bardzo zainteresowani tym co się tam działo :)

Kiedy przyszedł już czas aby oddać rowery w Venice zdecydowałyśmy się na spacer do Santa Monica. Kolejne 4 km, tym razem pieszo. Zobaczyłyśmy jeszcze więcej ciekawych ludzi, miałyśmy czas na rozmowy o niczym i po prostu delektowanie się pięknymi widokami. Bardzo chciałyśmy zobaczyć SM Pier w nocy. Ładny widok, jednak nie zrobił na mnie specjalnego wrażenia.

Nasz drugi dzień zakończyłyśmy między Venice a Santa Monica. Wróciłyśmy do naszego pokoju wykończone i o dziwo opalone. Nie powinno nas to dziwić, to w końcu LA, jednak po zdjęciach możecie zauważyć, że tego dnia na plaży w ogóle nie było słońca. Coś tam jednak się przez te chmury przebiło. Dzięki temu moje bose stopy nadal wyglądają jak brudne.

Znacie więc już moją opinię na temat Venice oraz Santa Monica. Co jak co, ale jedno trzeba im przyznać – na zdjęciach wyglądają rewelacyjnie. Jakbym się bardziej postarała, to byście ich nawet nie odróżnili. Naprawdę fajnie było to zobaczyć na żywo.

A w kolejnym poście:

Wybierzemy się na mały hike po wzgórzach Elysian Park, zahaczymy o jezioro w Echo Park oraz zobaczymy widoki z naszego dachu na couchsurfingu. Zapraszam już w poniedziałek!


INSTAGRAM | FACEBOOK | SNAPCHAT: powerpinkyx

 

  • Jej, jak z filmu! Niesamowite!

  • To miasto jest dla mnie trochę jakby nierealne. Mam wrażenie, gdy przeglądam zdjęcia, że to niemożliwe, że ono istnieje. Bardzo chciałabym to wszystko zobaczyć, bo wydaje mi się, że to jedno z najładniejszych miejsc na Świecie.

  • ❤ myślę, że o tych bezdomnych powoli zaczyna się mówić więcej i więcej – przynajmniej w polskiej blogosferze. To samo dotyczy SF, a nawet mojego santa cruz, w ktorym mieszkam, ale co się dziwić? Miasta, które cieszą się doskonałą pogodą prawie non stop to raj dla ludzi, ktorzy nie posiadają dachu nad głową.

  • To niesamowite, że doświadczasz tych wszystkich marzeń na własnej skórze, ahhh =]