Skip to content

Los Angeles #3 – Hollywood Sign & 4th of July

Wszystko co dobre, szybko się kończy. Dziś mam dla was ostatni wpis ze zdjęciami z Los Angeles. Co prawda nie jest to koniec naszych wakacji, a dopiero czwarty i piąty dzień, jednak tu zakończyła się dobra passa i beztroskie wakacje, ale o tym dalej…

Czwartego dnia wynajęłyśmy auto i po południu pojechałyśmy do Lake Hollywood Park, skąd jest najlepszy widok na znak Hollywood. Zaparkowałyśmy auto na samym dole przy parku i ruszyłyśmy w górę. Z każdym kolejnym przystankiem coraz mniej ludzi i coraz lepsze widoki (o tym gdzie jest najlepszy napiszę w kolejnym poście).

Zdjęcie po prawej ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Znak Hollywood jest symbolem Los Angeles. A jak niektórzy z was wiedzą, LA od zawsze było moim wielkim marzeniem. I dopóki nie zobaczyłam tego znaku na żywo, nie mogłam uwierzyć, że naprawdę tam jestem. Nawet teraz, po miesiącu patrzę na to zdjęcie i jakoś dalej nie chce mi się wierzyć, że to, co zawsze wydawało mi się odległym marzeniem jest już wspomnieniem…

Po wielu zmaganiach z upałem i wysokością doszłyśmy na szczyt, skąd mogłyśmy podziwiać panoramę miasta z jednej strony, oraz znak Hollywood z drugiej.

Żeby nie było tak kolorowo, to w drodze na dół, trochę się pogubiłyśmy, a mówiąc trochę, mam na myśli, że zboczyłyśmy z drogi na tyle, że miałyśmy do nadrobienia godzinę pieszo w 30-stopniowym upale bez wody…

Na szczęście są jeszcze na świecie dobrzy ludzie. Po kilku próbach udało nam się w końcu zatrzymać jakieś auto. Za kierownicą siedziała dziewczyna mniej więcej w moim wieku, która również zajmuje się opieką nad dziećmi. Z chęcią zgodziła się zabrać nas na dół. Trochę sama zabłądziła, ale ostatecznie udało nam się znaleźć nasze auto.

Po tej przygodzie zapakowałyśmy się do samochodu i ruszyłyśmy do Griffith Observatory. Tam niestety też nie miałyśmy łatwo. Mimo tego, że samo obserwatorium było tego dnia zamknięte bardzo ciężko było nam znaleźć parking. Zostawiłyśmy auto na dole i ponownie musiałyśmy się wspinać na górę. Było chwilę przed zachodem słońca. Mogłyśmy wybrać dłuższą drogę poboczem lub iść na skróty po stromej górze, gdzie dosłownie ześlizgiwałyśmy się w naszych klapkach. Wspominałam już, że Fionie rozkleiły się sandały i musiała iść na w rozwalonym bucie na zmianę z chodzeniem całkiem bez butów? Było mega ciężko, doszłyśmy zdyszane i brudne, ale to, co zobaczyłyśmy wynagrodziło nam wszystko.

Jeden z najpiękniejszych zachodów słońca jakie w swoim życiu widziałam. Idealny widok na wzgórza Hollywood z tym pięknym różowym słońcem w tle.

Kiedy zaczęło się ściemniać, zdecydowałyśmy się zbierać do domu. Po drodze ze szczytu zatrzymałam się w połowie i zrobiłam jeszcze kilka zdjęć nocnych z pomocą mojego statywu.

Oglądając filmy i seriale kręcone w LA, marzyłam o tym, aby zrobić takie zdjęcie. Jak widzicie, marzenia się spełniają. Jeśli mogłabym Wam dać jakąś radę, to byłoby to: podążajcie za swoimi marzeniami! To naprawdę wspaniałe uczucie.

Następnego ranka obudziłam się z potwornym bólem głowy, mięśni i ogólnie chyba każdej części mojego ciała. Nie miałam ochoty ruszać się z miejsca. Ogarnęłyśmy się jednak w miarę szybko i pojechałyśmy Melrose Av, gdzie można znaleźć wiele pięknych murali. Zrobiłyśmy zdjęcia na tle różowej ściany, z anielskimi skrzydłami oraz z napisem „Made in LA”.

Następnie pojechałyśmy do najbliższego parku, który znajdował się w Beverly Hills. Tam położyłyśmy się w cieniu i próbowałyśmy nabrać siły. Niestety nie pomogło nam to za bardzo. Moja głowa nadal dawała o sobie znać, a ja byłam kierowcą. Nie miałam siły na cokolwiek tego dnia, więc po prostu wróciłyśmy do mieszkania.

Zdecydowałyśmy się odpocząć na dachu, gdzie mogłyśmy siedzieć przy basenie. Zostałyśmy jednak stamtąd kulturalnie wyproszone, ponieważ przez kolejną godzinę miał on być zamknięty. W tym samym jednak czasie grupa młodych ludzi z dachu obok zaprosiła nas do siebie. Mogłyśmy poznać nowych ludzi, dowiedzieć się więcej o życiu w Ameryce. Co ciekawe, było tam około 15 osób i każda z nich (niezależnie czy urodzona w USA czy też nie) miała korzenie spoza USA. Puerto Rico, Kuba, Meksyk. Naprawdę ciekawie było porozmawiać z tymi ludźmi i wymienić się doświadczeniami.

Nie skorzystałyśmy jednak z propozycji spędzenia z nimi wieczoru podczas 4th of July. Wróciłyśmy do mieszkania, gdzie czekał nasz host oraz jego mama. Zapytali czy nie zechciałyśmy pójść z z nimi do parku, gdzie można podziwiać pokaz fajerwerków. Ja bardzo chciałam iść, ponieważ miałam nadzieję na dobre zdjęcia. Oprócz tego, spędziłyśmy naprawdę świetny wieczór z tymi wspaniałymi ludźmi.

Kolejnego dnia zmieniłyśmy nocleg po raz drugi. Tym razem wylądowałyśmy w airbnb, w jakiejś meksykańskiej dzielnicy. Od samego początku czułam się fatalnie. Prawdopodobnie zatrułyśmy się wodą, którą ja piłam naprawdę w ogromnych ilościach. Przez 3 dni leżałam w łóżku, nie mogłam nic jeść, nie miałam siły wstać, do tego nadal bolała mnie głowa. Ostatnie 3 dni wakacji w LA spędziłam w pokoju czekając na koniec… To był pierwszy raz odkąd przyjechałam do Stanów, kiedy naprawdę chciałam wrócić do domu. Chciałam być z moją mamą, w moim łóżku, w moim pokoju. Niestety mogłam z nią jedynie porozmawiać przez video chat…

Ostatniego dnia spakowałyśmy walizki i udałyśmy się do Getty Museum, gdzie mogłyśmy spędzić cały dzień za darmo. Ładny widok, ciekawe muzeum, wstęp bezpłatny, do tego można zostawić walizki przy wejściu. Nie chciało nam się jednak zwiedzać. Na początku złapałyśmy wifi i porozmawiałyśmy z naszymi rodzinami, później już tylko leżałyśmy na trawce.

Miałyśmy lot nocny, który był najgorszym w moim życiu. Mimo wszystko, będę te wakacje wspominać bardzo dobrze. To, co było złe puszczam w niepamięć i skupiam się wyłącznie na pięknych zdjęciach i zabawnych historiach.

Postaram się napisać post z informacjami praktycznymi o wakacjach w LA, więc jeśli macie jakieś konkretne pytania, to śmiało możecie do mnie pisać.


INSTAGRAM | FACEBOOK | SNAPCHAT: powerpinkyx

  • Fantastyczna wyprawa i świetne fotki!

  • Przepiękny zachód słońca! To musiało być niesamowite uczucie :)

  • Ale filmowe zdjecia! Niesamowite musi byc ogladanie tych widokow, ktore tyle razy widzialo sie w telewizji i filmach :) Planuje podroz do USA i mysle, ze miejsca, ktore odwiedzilas na pewno bede musiala odwiedzic.